Ostatnie dni przyniosły nam nową modę – kompromitowanie partii poprzez wyszukiwanie, kto z jej członków należał do PZPR. Poprzednio niszczono ludzi przez upublicznianie faktu podpisania deklaracji o współpracy ze służbami PRL. W tzw. komunie etykietą było posiadanie rodziny w krajach zachodnich. Ciągle te same historie! Nie chodzi o poglądy czy konkretne działania. Może nikt nie chce rozmawiać o konkretach. Jeśli, jako członek PZPR, dopuszczałeś się z tym powiązanych czynów zbrodniczych, to trzeba cię ukarać. Jeśli łamałeś ludzi, albo szkodziłeś ludziom donoszac o nich w ważnych sprawach, trzeba cię ukarać. Ale tu nikt nie pyta o szlachetność czynów, nikt nie pyta o prawdę czy cnotę. Tu są etykiety. Tak musiało się stać! Taką sytuację przygotowali sobie zarówno politycy opozycyjni jak i członkowie Kościoła – Kościoła, którego kocham i w nim się angażuję. Problem leży w usilnym dążeniu, by zaetykietować tamte czasy jako złe. Tak robili ludzie oświecenia w stosunku do średniowiecza i Kościoła. Nikt nie chciał i nadal nie chce uznać zła i dobra tamtych lat. Nikt nie szuka sprawiedliwości! Dobrze im tak! W końcu komuch to samo zło!