Rząd premiera Tuska osiągną w końcu bezdyskusyjny i spektakularny sukces - otrzymaliśmy od USA kopię dokumentu Wilsona. Nie możemy być bierni w tej sytuacji. Uważam, iż koniecznie należy przekazać Stanom Zjednoczonym nasz dar przyjaźni - ksero aktu urodzenia Tadeusza Kościuszki.
Nie wiem, czym bardziej zasłużyliśmy na dar ze strony naszych przyjaciół - czy zgodą na tarczę anty-rakietową czy może uznaniem niepodległości Kosowa.
Oszołomiony rozmiarami sukcesu, rozmyślam jedynie jaki byłby godny przybytek dla tej relikwii narodowej.
W Stanach Zjednoczonych pojawił się “nowy” kandydat na prezydenta - przedstawiciel Zielonych, anty-korporacyjny Ralph Nader. Jego szanse są niewielkie. Znaczenie jego kandydatury może być jednak duże. Jako kontestator porządku gospodarczego wszechobecnego w globalnej ekonomii - korporacjonizmu, może odebrać kilka procent głosów Demokratom. Obama i Clinton mogą odczuć to w niedalekiej przyszłości. Życzę McCainowi, by te potencjalne kilka procent przeważyły szalę jego zwycięstwa.
P.S. Podziwiam wytrwałość - to jest już czwarta próba 74 letniego Nadera. Może kiedyś, tak jak wytrwałemu Andrzejowi Gołocie, uda mu sięskok na fotel.
Sprawa Kosowa jest papierkiem lakmusowym integralności i sprawności Europy. Brak jednego stanowiska Unii jest świadectwem wobec świata, że w istocie stanowimy jedynie tymczasowe, merkantylne skupisko państw europejskich (w końcu sprawa dotyczy Europy). Uważam, że Unia jako twór pan-europejski jest dziejową szansą, która powoli przegrywamy. W obszarach wymagających głębszej jedności rozchodzimy się (np. wolnorynkowy jednolity rynek, polityka zagraniczna), a chcemy narzucić jednolitość tam, gdzie jest to absurdalne (kultura, obyczajowość). Mam wrażenie, iż decyzje państw członkowskich świadczą o świadomości ww. tymczasowości UE i zakrojone są na wzmocnienie swojej pozycji po jej rozpadzie.
Decyzje w sprawie Kosowa należą do takich właśnie. Gra interesów USA i Rosji jest główną wytyczną decyzji w tej sprawie.
Co do pośpiesznych deklaracji polskich władz: Pośpiech w tej kwestii jest dalece niepokojący. Głos Polski jest na arenie międzynarodowej co najwyżej symboliczny. W tak wątpliwej kwestii wysunięcie się przed szereg może przysporzyć nam wrogów, a z pewności nie przyniesie nam korzyści (abstrahuje tu od merytorycznej oceny sytuacji - osobiście uważam, że uznanie niepodległości Kosowa jest błędem).