Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą /Rdz 2,7/
Z prochu ziemii – nie z nicości. Cała natura została wydobyta z nicości, a człowiek z natury. Swoimi korzeniami tkwi w naturze, ale akt stworzenia nie zatrzymał się na wyodrębnieniu prochu ziemi. Człowiek stał się, gdy Bóg tchnął w niego. Korzenie człowieka tkwią w naturze, ale człowieczeństwo wybiega ponad naturę, poprzez tchnienie. Musi wybiegać, by być człowiekiem.
Dzisiejsza kultura i mechanizmy społeczne zdają się wtłaczać człowieka z powrotem w łono natury. Zdają się krzyczeć: “Jesteś, człowieku, jednym z gatunków! Dostosuj się do praw natury!” Człowiek zwierzęceje, jego opinie, postawy i zachowania zwierzęceją! Chrześcijaństwo jest odpowiedzialne, by się temu przeciwstawiać!
Cały porządek społeczny trzeba przebudowywać! Tchnienie jest ważniejsze od instynktu natury. Modele społecznego komunikowania się, gospodarowania i rządzenia trzeba wyrwać z dyktatury zwierzęcenia.