Zmiana na stanowisku Prezydenta USA stanowi punkt przełomowy, nowy początek w relacjach tego kraju w relacjach międzynarodowych. Nie chodzi tu o Baracka Obamę, lecz o nową osobę na tym stanowisku. Cokolwiek myśli się o prezydenturze Busha, trzeba przyznać, że stał on się symbolem amerykańskiego dyktatu i twarzą kryzysu. Daleki jestem od pozytywnej opinii na temat haseł Obamy – może to tylko hasła sic! – jednak jego świeżość w polityce międzynarodowej może okazać się, wbrew wszystkiemu, największą jego siłą.
Z pewnością nie będzie ostrej zmiany kierunków w polityce USA, ale możliwa stanie się zmiana jakości w stosunkach euro-atlantyckich. Minister spraw zagranicznych R. Sikorski, w dzisiejszym wywiadzie, przemycił myśl, iż Unia zaproponuje Obamie strategiczny sojusz o nowej jakości. Pojawiły się też słowa na temat nowego Schengen z udziałem USA. Miejmy nadzieję również, że UE nawiąże ponowny dialog z Rosją w sprawie współpracy.
Biorąc pod uwagę przesuwanie się środka ciężkości w azjatycką stronę, taki trójstronny układ byłby jak najbardziej korzystny. Wymagałoby to jednak choćby częściowej rezygnacji z ambicji imperialnych Rosji i USA. Żaden z tych krajów nie ma szans, by stać się pępkiem świata.